Stołeczny Klub Tatrzański

przy Oddziale PTTK MARYMONT
00-075 Warszawa, ul. Senatorska 11

Na Turbacz krótki wypad czyli Gorce w deszczu i we mgle

          Długi weekend czerwcowy to wymarzony czas na szybki wypad w góry. A więc prędka decyzja, wsiadamy do pociągu do Krakowa, stamtąd do Chabówki i jesteśmy u podnóża Gorców. Z samego rana plecaki na ramiona i w drogę.

Na początek czarnym szlakiem z Rabki Zdroju-Plasówki na Maciejową. Jest pięknie i słonecznie choć parno i duszno, liczymy na ładną aurę i widoki ale niestety pogoda w górach zmienną jest co każdy wie.

Póki co roztaczają się piękne widoki. Tu panorama na Beskid Wyspowy w kierunku północy.

Pierwszy postój na trasie. Świetnie znana turystom Bacówka PTTK na Maciejowej a właściwie pod Maciejową bo sam szczyt mija się nieco wcześniej idąc od strony Rabki. Schronisko jest położone na polanie Przysłop. Jego powstanie w latach 70-tych ubiegłego wieku łączy się z ideą utworzenia w polskich górach sieci niewielkich schronisk górskich przeznaczonych dla osób uprawiających turystykę kwalifikowaną. Inicjatorem ich stworzenia był znany działacz turystyczny Edward Moskała. Skromniejsze warunki, mniej miejsca, ograniczony zakres wyżywienia ale za to niepowtarzalny klimat. To cechy bacówek PTTK w zamyśle ich twórców. Co z tego pozostało dziś… ?

Maciejowa słynie z pięknych widoków. Tatry, Beskid Żywiecki i Wyspowy widać w całej okazałości ale wtedy gdy jest dobra widoczność. Nam nie dopisała. Zbliżająca się od zachodu burza z deszczem przysłoniła tymczasem widoczny z daleka Masyw Babiej Góry. Ulewa siecze dolinę Raby i zbliża się w naszą stronę.

Pomruki burzy coraz bliżej. Liście brzozy zaczynają niepokojąco drgać na wietrze. Z daleka widać turystów umykających przed nadchodzącą nawałnicą. Trzeba podjąć szybko decyzję. Ścigać się z deszczem i gnać co tchu na Stare Wierchy czy przeczekać w bacówce. Pierwsze krople wody rozwiewają a właściwie rozmywają wątpliwości. Zostajemy póki co w schronisku.

Gdy deszcz mija podejmujemy naszą wędrówkę w stronę Turbacza. Słońce się pokazuje jeszcze na jakiś czas. Oto jedna z podmokłych polan porośniętych gęstymi trawami zroszonymi niedawną ulewą.

Świerki czasem odkrywają niewielkie prześwity gdzie wprawne oko dostrzeże odległy horyzont.

Po godzinnej wędrówce z Maciejowej zbliżamy się do kolejnego schroniska na Starych Wierchach.

Schronisko na Starych Wierchach widziane od strony zachodniej i…

…wschodniej. Schronisko było wybudowane już w latach 30-tych. W czasie wojny jak wiele tego typu obiektów uległo zniszczeniu i było świadkiem walk partyzanckich z okupantem. Obecny budynek wzniesiono dopiero pod koniec lat 70-tych w miejsce wcześniejszego schronu, który nie zaspokajał potrzeb turystów. Dziś oferuje pełny zakres usług. Jadalnia jest mała ale za to kuchnia dobra. Polecam zwłaszcza chłodnik. Jak jest za ciasno w środku można wyjść na zewnątrz rozlokować się na ławach przynajmniej jak dopisuje aura.

Niedaleko za Starymi Wierchami wita nas Gorczański Park Narodowy.

Ciemne chmury cały czas przypominają, że pelerynę trzeba mieć w pogotowiu i nie należy dać się zwieść słońcu.

Główny szlak beskidzki wiedzie na tym odcinku granicą parku narodowego. Leśna zieleń wyraźnie nabiera mocy. I te jakże charakterystyczne dla Gorców polany porosłe krzaczkami czarnej jagody a właściwie borówki bo tak ją nazywają Górale.

Powoli zbliżamy się do Turbacza. Już za chwilę nieźle będzie lało z nieba.

W strugach deszczu podchodzimy na sam wierzchołek najwyższego szczytu Gorców. Ścieżki zamieniają się w rwące strumienie o barwie kawy zbożowej, w butach chlupie coraz bardziej a na górze cóż…padać przestaje ale panoramy zasnuwa mgła. Taka bywa beskidzka aura.

I docieramy do schroniska na Turbaczu. Przedstawiać go z pewnością nie trzeba. Obecny budynek oddano do użytku w latach1957-1958. Wcześniej pierwsze schronisko zlokalizowane na polanie Wisielakówka istniało w latach 1925-1933 ale niestety spłonęło. W jego otwarciu uczestniczył największy syn ziemi gorczańskiej pisarz Władysław Orkan, którego imię nosi obecne schronisko na Turbaczu. Drugi budynek zbudowany w latach 30-tych spotkał ten sam los co pierwsze schronisko na Starych Wierchach – został zniszczony w czasie walk podczas II wojny światowej a był ważnym punktem na szlaku kurierów i oparciem dla partyzantów.

Zazwyczaj stąd rozciąga się bodaj najpiękniejsza w Beskidach panorama Tatr. Niestety widać niewiele. To zdjęcie zrobiłem i tak gdy już przestało siąpić i widać przynajmniej majaczącą rówień Kotliny Nowotarskiej w okolicach Łopusznej i Waksmundu.

Widoczny na północnym-wschodzie szczyt to Kudłoń. Pierwotnie zamierzaliśmy udać się właśnie tam ale deszcz pokrzyżował nasze plany. Gdy w późniejszych godzinach przestało padać i można było wyjść przed schronisko niedoszły cel wycieczki chociaż uchwyciłem w obiektywie. Widoczna z lewej polana to Hala Długa. Przez nią biegnie dalej główny szlak beskidzki w kierunku Kiczory, Lubania, Krościenka i dalej…

Stoję przed drewnianą bramą koło schroniska z widokiem na masyw Kudłonia choć tu przysłoniętym przez filar.

Rano znowu na przemian mży i pada. Powoli schodzimy z Turbacza niebieskim szlakiem w kierunku Koninek i Poręby Wielkiej. Przed nami widok w kierunku północnym.

Schronisko na Turbaczu widoczne z dołu.

Pada. Peleryny są nieodzowne. Wędrujemy w dół przez leśną porębę.

Docieramy na nieodległą Halę Turbacz gdzie znajduje się tak zwany Szałasowy Ołtarz. W tym miejscu ks. Karol Wojtyła, późniejszy papież św. Jan Paweł II, odprawił mszę dla swoich studentów i przyjaciół, z którymi wędrował przez polskie góry. Tam gdzie udokumentowano przebieg tras, które przemierzył w młodości Karol Wojtyła wyznaczono szlaki papieskie. Jeden z nich wiedzie właśnie tędy.

W 50 rocznicę tamtej mszy świętej wystawiono ten pamiątkowy kamień.

Portret Ojca Świętego zdobi jedną ze ścian Szałasowego Ołtarza.

W pochmurny dzień nie zobaczymy w górach rozległych widoków ale snujące się po halach i lasach siwe mgły mają swój niepowtarzalny urok i stwarzają nostalgiczny nastrój.

Osnuta mgłą rozległa polana w kierunku niewidocznego lecz bliskiego Czoła Turbacza.

Widok z Hali Turbacz w kierunku Doliny Kamienicy.

 

W drodze na Suchy Groń mijamy Polanę Średnie. Według miejscowej legendy raz do roku jesienną nocą Święty Mikołaj zbiera przy ognisku wszystkie wilki z okolicznych gór i ustala ile mogą one w nadchodzącym roku porwać owiec i leśnej zwierzyny a czyni tak dlatego, że jest opiekunem zwierząt i pasterzy. Pobliskie tereny słyną z licznych podań i legend, o skarbach ukrytych przez zbójników w grotach i pilnowanych przez biesy bądź ziemne duchy, które z góralska są nazywane pankami, dzielnych harnasiach i czarownikach. Najsłynniejszym z nich jest bez wątpienia Tomasz Chlipała zwany Bulandą, znachor i czarodziej, któremu przypisuje się różne niezwykłe dokonania. Był postacią autentyczną. Pochodził ze Szczawy a mieszkał z rodziną w niedalekim Lubomierzu ponad sto lat temu.

 

Szczyt Suchego Gronia widoczny z Polany Średnie.

Oto okaz Ciemiężycy Zielonej, której duże skupisko występuje na Polanie Średnie. Jest to roślina lecznicza lecz przedawkowana staje się groźną trucizną. Coś w sam raz dla gorczańskich czarownic.

A oto inny kwiat typowy dla flory tych terenów.

Widok z Polany Średnie ku południowi. Im niżej schodzimy w dół tym mniej pada. Na tym etapie wędrówki mogliśmy już zdjąć peleryny.

W tym miejscu Ciemiężyca Zielona tworzy prawdziwą dżunglę.

W lasach dolnego regla w tej części Gorców zachowały się jeszcze znaczne fragmenty Buczyny Karpackiej. Lasy beskidzkie zostały wskutek intensywnej eksploatacji w dużym stopniu przebudowane pod względem składu gatunkowego. Dominujący dziś w naszych górach Świerk Pospolity niegdyś był drzewem rosnącym głównie w piętrze regla górnego. Tym cenniejsze są miejsca gdzie przetrwał las zbliżony swym charakterem do pierwotnej puszczy karpackiej. Na tym terenie już w 1927 roku utworzono pierwszy w Gorcach rezerwat przyrody. Warto przy tym przypomnieć, że były to wtedy tereny prywatne należące do hrabiego Ludwika Wodzickiego. Rezerwat odtworzono w latach 60-tych i nadano mu imię Władysława Orkana. Dziś jest to obszar ochrony ścisłej w ramach Gorczańskiego Parku Narodowego.

Wraz z obniżaniem się w  kierunku pobliskiej już doliny potoku Turbacz pojawiają się na szlaku drewniane stopnie.

Bujna roślinność przykuwa oko na prawie każdym kroku.

Na skraju płytkiego, zabagnionego stawku w dolinie rośnie w wodzie Skrzyp Pospolity, spadkobierca prehistorycznej flory pamiętającej czasy gdy jeszcze nie było na ziemi dinozaurów.

Koło wiaty gdzie zatrzymujemy się na odpoczynek nieoczekiwane spotkanie z Salamandrą , herbowym zwierzęciem Gorczańskiego Parku Narodowego.

Tutaj płaz widoczny lekko z przodu. Aparat chyba specjalnie Salamandrze nie przeszkadzał.

 

Po opuszczeniu gorczańskich lasów zapuszczamy się w tereny bardziej zagospodarowane. To zdjęcie wykonałem pośród rolniczego pejzażu okolic pomiędzy Porębą Wielką a Olszówką. W dali widać masyw Mogielicy, najwyższego szczytu Beskidu Wyspowego.

W dole widoczne zabudowania wsi Olszówka a za nimi zielone szczyty Beskidu Wyspowego, północnego sąsiada Gorców.

Masyw Lubonia Wielkiego widoczny od południa. Nazwa góry wzięła się od harnasia Tomka Lubonia, który ponoć śpi w podziemiach góry podobnie jak rycerze z pod Giewontu. Tak przynajmniej chce beskidzka legenda.

Na ostatniej prostej wspinamy się asfaltową drogą na wzniesienie pomiędzy Olszówką a Rabką.

Na szczycie wzgórza wita nas rozległa łąka z malowniczymi widokami.

Przy rozstaju polnych duktów mijamy metalowy, przydrożny krzyż.

Leżące w dole zabudowania Rabki-Zdrój zwiastują zbliżający się koniec naszej wycieczki. Mimo, że pogoda trochę pokrzyżowała nasze plany i ominęły nas najlepsze widoki, których można było się spodziewać na trasie to i tak było warto. Czy w słońce czy w deszcz Gorce zawsze piękne!  

Damian Kosiński