Śpiewogra na pięćdziesięciolecie Stołecznego Klubu Tatrzańskiego

Autor tekstów:
Anonimowy Michał Szurek
Wersja adaptowana przez B.K.

Muzyka:
Wojciech Młynarski, Jerzy Wasowski, Jacek Kaczmarski, Bułat Okudżawa, Ludwig van Beethoven i inni

Osoby:
DZIEWCZYNA PROWADZĄCA
DZIEWCZYNA I
Taternik I
Taternik II
DZIEWCZYNA II


Dziewczyna prowadząca: (mówi cicho, powoli) Dobry wieczór. To wieczór wyjątkowy. Przygotowaliśmy specjalną atrakcję. Proszę teraz wszystkich o zamknięcie oczu. Przeniesiecie się cudownym sposobem do górskiego schroniska, trochę takiego, jak w Pięciu Stawach. Uwaga, już zaczyna się teleportacja. Nie otwierać oczu, bo się teleportujecie tylko w połowie i nawet TOPR nie pomoże.
A więc jesteśmy już prawie w jadalni małego schroniska, przytulonego do stoku, otoczonego kosówkami. Mały stawek, wysokie trawy. Jest sierpień, za oknem pełnia tatrzańaskiego lata. Wczoraj było pełne słońce, można było cały dzień leżeć na Kołowej Czubie. Ale dziś jest mglisto, za oknem nie widać nic na dziesięć metrów. Pływamy we mgle, mgła wciska się oknem, wilgotnieje ubranie. To i dobrze, dziś nie musimy wychodzić w góry. Jesteśmy tu sami, tylko my. Nie ma miasta, nie ma zawiści, nie ma kłopotów. Oddziela nas od nich mgła. Wiemy, że za nią są góry, a są to Liptowskie Mury. Wszystkich dzisiaj nas zachwyca Wielki Staw i Kotelnica. Jak to było?
Bardzo dobrze panie bracie, przewybornie to ma być.
Rano będziem na Zawracie, by wieczorem piwo pić.
Bo w górach człek nie czuje, jak mu się rymuje. Ale uwaga! Teleportacja zakończona. Za chwilę pozwolę otworzyć oczy. Otwieramy oczy. Kto chce wyjść, proszę bardzo. (po chwili) No tak, zawsze wiedziałam.

Pojawia się DZIEWCZYNA I, stoi i nic nie mówi.

Dziewczyna prowadząca: Dlaczego nic nie mówisz?

Dziewczyna I: Zastanawiam się. Nad trudnym pytaniem.

(śpiewa)
Dać tu odpowiedź nie tak łatwo --
Tak myślę, patrząc po tej sali:
Czy myśmy aby się zanadto
W swym życiu nie ponawspinali?

Już od pół wieku poznajemy
Przełęcze, szczyty, górskie stawy
I razem wiąż baraszkujemy,
Lecz nadszedł koniec tej zabawy!

z zespołem:
Gdzie się wspinać, gdzie się wspinać,
Gdzie by nie było przedtem kogoś już z SKT-a?
Na samą myśl chce mi się już przeklinać,
Bo muszę iść po gruby atlas świata.

solo:
Znaleźć ziemię niezbadaną
Przez członków Klubu, taką mam już manię.
Lecz każda próba była nieudaną,
Od McKinleya przez Hindukusz po Tasmanię.

z zespołem:
Gdzie się wspinać, gdzie trekkować,
Gdy jednakowo wszystkich nas zachwyca,
Mont Blanc, Granaty, przełęcz Litworowa,
Everest, Alpy, Nosal i Świnica?

Zjawia się TATERNIK I

Dziewczyna prowadząca: W góry nie należy chodzić samotnie. Wspinać się tym bardziej. Pamiętajcie to wszyscy. Prosimy o krótką prelekcję instruktażową.

Taternik I:

Jeżeli łoić,
jeżeli łoić,
jeżeli łoić...

Jeżeli łoić, to nie indywidualnie.
Jeżeli łoić, to tylko we dwóch!
Czy się łagodnie wspinasz, czy już ekstremalnie,
Niech żywy człowiek towarzyszy ci, nie duch!
Bo gdy tak solo łoisz, kawał żeś jelenia;
Toś nie taternik, lecz Sabała zbój!
Więc ty partnera sobie dobierz do łojenia
I razem tym razem z partnerem swym łój!

z zespołem:
I razem tym razem ty ze mną, partnerze mój, łój!
I razem tym razem ty ze mną, partnerze mój, łój!

solo:
Bo kiedy spadniesz na piargi w południe,
łojancie luby, łojancie solisto,
To po dolinie coś tylko zadudni
I zyska -- Mefisto...

Dziewczyna prowadząca: Wniosek?

Taternik I:

Jeżeli łoić,
jeżeli łoić,
jeżeli łoić...
.......................
.......................
z partnerem swym łój!

z zespołem:
I razem tym razem ty ze mną, partnerze mój, łój!
I razem tym razem ty ze mną, partnerze mój, łój!
I razem tym razem ty ze mną, partnerze mój, łój!
I razem tym razem ty ze mną, partnerze mój, łój!

Dziewczyna prowadząca: A ci zawsze wspinają się razem. I dobrze im to idzie! -- zwłaszcza, jeżeli ona idzie pierwsza, a on za nią. Robią wtedy trzy czwarte drogi szybciej niż najszybsi łojanci. Dlaczego tylko trzy czwarte? Bo nie zawsze mogą dotrwać do końca drogi...

Taternik II:

O partnerko --
czy jesteś na górze?
Na tej półce nie wytrzymam już dłużej!
Widzę, stojąc w tym żlebie
Na błękitnym mym niebie
Oczy duże!
(Echo: Czy jesteś na górze?)

Dziewczyna II:

O partnerze --
czy jesteś na dole?
Ja kominem się tutaj gramolę.
Tam, gdzie wielka przewieszka,
Nasza miłość zamieszka.
O partnerze, czyś wciąż jest na dole?

Taternik II:

Ach partnerko, już mknę jak kozica.
Twoja postać mnie zawsze zachwyca!
Widzę wszak pod twą kurtką,
Kurtką twą z Goreteksu
Tyle seksu!
(Echo: Czy jesteś na górze?)

Dziewczyna prowadząca: Ja też lubiłam wspinać się z mężczyzną. Ale do czasu. Potem traci się złudzenia. Za to można nabrać krzepy. (śpiewa)

Na tym stoku pod Nosalem tyś okazał się brutalem,
Ja myślałam, że to jakieś głupie żarty.
Na dziewczęce moje plecy najwyraźniej tyś dla hecy
Wsadził plecak swój i czekan oraz narty.

A gdy ugięłam się pod tym pakunkiem,
Tyś mi gorącym zamknął usta pocałunkiem
Tak skołowałeś naiwną dziewczynę,
Że jeszcze wzięłam ci buty i linę.

O mój wyśniony, kochany, jedyny!
Zbudziłeś serce uśpione dziewczyny.
Udźwignę wszystko, byle z tobą być na szlaku,
Mój chłopaku! Mój chłopaku!

Ponieś trochę, powiedziałeś, oddasz mi to wszystko, kiedy
Ja dogonię cię na górce przed Boczaniem.
Nie myślałam nawet wtedy, że napytam sobie biedy,
Że okażesz się doprawdy zwykłym draniem.

Niosąc wszystko aż na Halę, oglądałam się więc stale,
Tyś przydreptał wesolutki za godzinę.
Wziąłeś narty, plecak, ale nie spojrzałeś na mnie wcale.
Zrozumiałam -- tyś już inną miał dziewczynę!

O mój wyśniony, kochany, jedyny!
Złamałeś serce niewinnej dziewczyny!
Próżno nosiłam wszystkie graty twe na szlaku,
Mój chłopaku! Mój chłopaku!

Inną panią już całujesz pod Skupniowym, pod Upłazem,
Inna nosi ci plecaki obciążone.
Pomyślałam, że tym razem ja nie puszczę tego płazem
I o wszystkim zawiadomię twoją żonę!

Dziewczyna prowadząca: Teraz już wiem! Po prostu trzeba z nimi umieć postępować! Jak ta taterniczka, co to jej się tak śniło... O czym właściwie?

Taternik I: Aaa -- Sen Młodej Taterniczki? (śpiewa)

Na linie trzymam alpinistów, taterników.
Partnerów miałam na wspinaczkach już bez liku.
Ta sytuacja stale bawi mnie szalenie.
Myślą, że będą ze mną spać. Jelenie!
Asekurować -- to mój fach!
Linę wypuszczać, luz wybierać,
Na stanowisku dzielnie trwać --
I raźno dobić do partnera.

z zespołem:
Ej, taterniczko, choć wkoło góry,
Sen, taki to sen, twą myślą włada wciąż...

solo:
Chłopaka trzeba mi takiego, jak te góry!
Z nim by ulecieć lotem orła ponad chmury.
A wiosną grałyby nam wezbrane strumienie,
Jesienią zaś -- śpiewały nam jelenie.
Taki by ze mną dzielić chciał
Górskiej przygody jasne dni.
Wyłoiłby przewieszek sto
I pętlą tyłek łoił mi!

z zespołem:
Ech, taterniczko, choć wkoło góry,
Sen, taki jak ten, rozum ci mąci wciąż.
Gdyby się taki taternik tobie trafił --

solo:
Ja... chyba bym... gotowa wyjść za mąż.

Dziewczyna prowadząca: Ale nie ma to jak męska przyjaźń...

Taternik II:

Marzyła mi się już dolina,
Jak się na szczycie chce herbaty.
Nade mną partner mój się wspinał
Kominem Drege'a na Granaty.

Migotał Czarny Staw prześlicznie
I miło patrzeć było na to,
I było bardzo romantycznie,
Bo trwało lato, trwało piękne lato.

Przestałem tęsknić do doliny,
Gdy partnerowi chwyt się urwał.
Spojrzałem: siedem metrów liny
I usłyszałem: "Lecę, k...!"

Jak potem było, tak i było.
Partner miał obolałe gnaty,
Ale i dobrze się skończyło,
Weszliśmy ścieżką na Granaty.

A gdyśmy zeszli już na Halę,
Całą w kosówkach i tojadach,
Partner rozmawiać nie chciał wcale
I tylko mruknął: "Bywa, że się spada".

I po raz nie wiem sam już który
Jeden się z nas drugiemu zwierza,
Że pojedziemy znowu w góry
I przełoimy ten żleb Drege'a.

Taternik I: No to kiedy na tego Drege'a?

Taternik II: No, jak bedzie jaka pogoda do rzeczy.

Taternik I: Ty, popatrz no przez okno -- nie wypogadza się to?

Taternik II: Leje równo.

Taternik I: (do siebie) O, shit!

Taternik I:

Zaufaj pogodzie,
Gdy deszcze trzydniowe zapowie TV.
Zaufaj, gdy w chłodzie
Potoki się wody poleją ze skał.
Zaufaj i uwierz,
Że wkrótce słoneczny nastanie tu świt,
Bo przecież ty umiesz
Radować się życiem, gdy wchodzisz na szczyt.
Bo przecież ty w pełni
Żyć możesz naprawdę, gdy masz już ten szczyt!

Uczyłyście, góry
Wspinaczki przez życie, gdzie radość, gdzie strach.
Dziś wiemy już, który
Szlak wybrać nam było w minionych tych dniach.
I znów powracamy,
I tylko to jedno nurtuje wciąż nas:
To, kiedy zejdziemy
Z Mięguszy do Moka ostatni już raz.
To, kiedy zejdziemy
Z Zawratu na Halę ostatni już raz.

z zespołem: (mruczenie)

solo:
I tylko to jedno nurtuje wciąż nas:
To, kiedy zleziemy
Z Przełęczy Liliowe ostatni już raz.
To, kiedy wrócimy
Z Doliny Strążyskiej ostatni już raz.

Dziewczyna prowadząca: Kochani, góry są zawsze jak święto. Pięknie by było, gdyby życie składało się z samych świąt. "Wokół góry, góry i góry, i całe moje życie w górach" -- tak śpiewaliśmy; jednak kiedyś trzeba zejść w dzień powszedni. Ale na pociechę wśród dni powszednich mamy czwartek.

Taternik II:

Kiedy sobie idę wolno w czwartek,
Gdy wieczorny spływa mrok,
To refleksje takie nieodparte
Stale mnie nachodzą co krok:
Że zaraz Miodowa i Trasa WZ
I już Senatorska, i schody, i wnet:

W tej sali Klub, i w tamtej Klub,
A w dole sklep antyczny...
I koleżanka miła lub
Kolega sympatyczny!
Prelegenci slajdami migają,
I o górach nam opowiadają...
Mój Klubie, ach, o Tobie w snach
Ja marzę, aż cały żem w łzach.

Dziewczyna prowadząca: A teraz referat sprawozdawczy. Wygłoszę go w imieniu Honorowego Prezesa. Będę mówiła wolno, żeby wszyscy nadążyli z notowaniem.

Było już zarządów wiele.
Lecz aby zarząd Klubu mógł osiągać cele,
Musi ostro pracować, mieć troszeczkę weny
No i zdecydowane poparcie Ireny.
Ona to bez wątpienia przez te długie lata
Wrobiła niejednego przecież kandydata.
Bywa, że się kandydat do zarządu wstydzi.
Mówi "Cześć" i umyka. Gdy to Irka widzi,
Podchodzi i tłumaczy jasno, kawa-ława,
Że być członkiem zarządu to jest piękna sprawa.
To pro publico bono. Zgódź się, kandydacie.
Ja ci za to pozwolę drew narąbać w chacie.
Choć inni kandydaci to nie są cymbały,
Gdy ty wejdziesz, zmądrzeje zaraz zarząd cały.
Jam się o własne buty założyć gotowa,
Że ty w wyborach przejdziesz, już moja w tym głowa.
On zgadza się, choć nie wie, jak się doń odnoszą.
Lecz jak tu się nie zgodzić, gdy tak pięknie proszą?

Taternik I: Niektórzy mówią, że myśmy się powinni nazywać nie SKT, ale SKK -- Stołeczny Klub Kampinoski...

Dziewczyna prowadząca: ...albo nawet SKŁ -- Stołeczny Klub Łąkowy. Ale czy to nasza wina, że góry są poustawiane tak daleko od Warszawy? A ten tam na kolumnie przeniósł stolicę do Warszawy, i co? Sam patrzy na wszystko z góry, a my na nizinach... Do gór mamy za daleko, żeby jeździć na weekendy, ale chodzimy sobie po lesie i nabieramy wszechstronnej kondycji.

Dziewczyna I:

W naszym Klubie nikt
Nie umrze z pragnienia.
Mamy bowiem w nim
Te postanowienia:
Pod przychylną sosną refren rozbrzmiewa:
Kto ma butelkę, ten wszystkim nalewa!

z zespołem:
Pod przychylną sosną refren rozbrzmiewa:
Kto ma butelkę, ten wszystkim nalewa!

solo:
Porządek ten
Na świecie był:
Kto miał butelkę,
Ten z niej pił.
Lecz u nas, o nie, masz jedną czy dwie,
To z kolegami dzielisz się.

z zespołem:
Lecz u nas, o nie, masz jedną czy dwie,
To z kolegami dzielisz się.
Lecz u nas, o nie, masz jedną czy dwie,
To z kolegami dzielisz się!

Taternik II: (gwiżdże na melodię piosenki, która zaraz nastąpi)

Dziewczyna II

Gdy z sobą nie możesz wytrzymać już sam,
A świat się wydaje złodziejski,
Najlepszą, jak mogę, ja radę Ci dam:
Autobus podmiejski!
z zespołem:
Najlepszą, jak mogę, ja radę Ci dam:
Autobus podmiejski!

(Dalsze zwrotki analogicznie: końcowy dwuwiersz śpiewany solo, a następnie powtarzany całym zespołem)

Taternik II:

Autobus podmiejski rozgrzeszy Cię z łez,
Zabierze turystę i gapia.
Pomoże na rozpacz, pomoże na stress
Podmiejska terapia.(bis z zespołem)

Dziewczyna I:

Z przystanku na pętli dowolny weź szlak
I zachwyć się pięknem natury.
Choć wiesz, że to, czego naprawdę Ci brak,
To góry, to góry.(bis z zespołem)

Dziewczyna II:

Ja przecież pod górę chcę z Tobą iść w świat
i z Tobą pomilczeć na szczycie.
Nie pytaj mnie, kogo ja kocham od lat
Nad życie, nad życie!(bis z zespołem)

Taternik I:

Nie zwracaj uwagi na śnieg ni na kurz
I proszę, bądź sobą w tym lesie.
Zobaczysz, że jutro prawdziwą Ci już
Poprawę przyniesie.(bis z zespołem)

Dziewczyna II:

Powracasz o zmierzchu, pięknieje Ci świat,
A myśl o przegranej ucieka.
Bo wiesz, że autobus podmiejski, Twój brat,
Zaczeka, zaczeka...(bis z zespołem)

Dziewczyna prowadząca: Zaczeka, zaczeka... Pewnie, że zaczeka. Do lasu zawiezie i do domu wrócić pomoże. Tylko, że, no, czy jest w tym sens, chodzić do lasu tak na okrągło, przez cały rok?

Taternik II:

Gdy dłuższy dzień i krótszy cień,
Gdy wyszły na żer łosie,
z zespołem:
śpiewajmy wraz w marcowy czas
O wiośnie w Kampinosie.

solo:
Młodziutki liść, dżdżu pełna kiść
I miło iść po rosie,
z zespołem:
Gdy wkoło naj- prawdziwszy maj
I deszczyk w Kampinosie.

Dziewczyna I:

Tam w mieście skwar i ludzki gwar,
I człek człekowi prosię.
z zespołem:
Tam dziki ryk -- tu dzików kwik
I lato w Kampinosie.

solo: Masz pracy moc w jesienną noc,
Lecz szef wciąż ma cię w nosie?
z zespołem:
Nad pracy huk dzięcioła stuk
Ty postaw w Kampinosie.

Dziewczyna II:

Gdy masz za zysk, żeś dostał w pysk
O lepszym marząc losie,
z zespołem:
Ty, proszę, wierz: ma urok też
Listopad w Kampinosie.

solo:
Ponury blok, nad miastem smog
I wkoło czai zło się.
z zespołem:
Tam miejski brud -- tu zimy cud:
śnieg leży w Kampinosie.

Taternik I:

Gdy w chandrze trwasz, bo od dziś masz
Miast przyjaciela szmatę,
z zespołem:
Nie wódkę pij, nie w niej top ryj,
Lecz w ławach pij herbatę!

solo:
Biesi się rząd, podrożał prąd,
Gorszące w Sejmie sceny.
z zespołem:
Tam kłótnia trwa, tu płoną drwa
I słychać głos Ireny...

Dziewczyna prowadząca: No bo przecież w Puszczy wszystkie drogi prowadzą -- Gdzie?!

CAŁY ZESPÓŁ: (wstając) Do Chaty!!!

(Następuje śpiew wzniosły)

Cichy domku nasz klubowy,
Co na skraju stoisz ław,
Europejskich norm nie spełniasz
W żadnej z podstawowych spraw.

Chociaż dym się wydobywa
Z rzędu Twych przedętych rur,
Każdy chętnie tu przebywa,
Choć daleko stąd do gór!

Chociaż dym się wydobywa
Z rzędu Twych przedętych rur,
Każdy chętnie tu przebywa,
Choć daleko stąd do gór!

Stoisz, chatko, wiekiem zgięta
Pośród kampinoskich pól.
O, Radości niepojęta,
Chatko, ty nas wszystkich tul.

Szczęścia dzisiaj nic nie zaćmi,
Myśli wnet ustąpią złe.
Wszyscy ludzie w chacie braćmi.
Vivat, vivat SKT!

(I jeszcze piosenka na bis)

CAŁY ZESPÓŁ:

Niech żyje Klub!
SKT to jest Klub nad Klubami!
Kochajmy go
Z jego pięćdziesięcioma latami...

Kochajmy Klub!
Chodźmy z Klubem na szczyty i hale!
Kochajmy Klub!
Za sto lat może nie być Tatr wcale.

Kochajmy Klub!
SKT to jest wzór dla młodzieży!
Głupi jak słup
Ten, kto jeszcze dziś doń nie należy.

Kochajmy Klub!
Nam niestraszna jest wcale siwizna.
Zarobi w dziób
Ten, kto zaraz nam tego nie przyzna!

Niech żyje Klub!
Niechaj sto lat przynajmniej zaliczy!
Tego mu dziś
Każdy z nas i każda z nas życzy!

Pięćdziesiąt lat
Niechaj znowu Klubowi przeleci!
Następna z dat
To znów rok pięćdziesiąty i trzeci!